Artykuły, Małżeństwo, Relacje, Rozważania

Czas się kończy?

Nie znam dobrze wszystkich poglądów terapeutki pani Marii Berlińskiej, ale z większością zazwyczaj w pełni się zgadzam. Z niektórymi stwierdzeniami zgadzam się wręcz entuzjastycznie, dlatego dziś chciałam skomentować jej wypowiedź z załączonego filmiku. To jest myśl głęboko prawdziwa. Proponuję chętnym wysłuchanie i chwilę refleksji- oto link do filmu NIE BĘDZIECIE MIEĆ WNUKÓW. Pani Maria Berlińska mówi: „Jeśli wasze pokolenie nie nauczy swoich dzieci czym są więzi, to już wnuków nie będziecie mieć. Pójdą w świat wirtualny. Taka jest prawda. NIe zatrzyma się tego. Pójdą, wybiorą świat wirtualny, bo on jest łatwiejszy. To jeszcze wy możecie nauczyć dzieci jaką wartością są żywe, prawdziwe relacje. Już nie ma na to czasu. Nie ma, już się czas kończy. (…) Dziecko potrzebuje relacji, ale ją znajdzie wirtualnie, bo musi ją mieć. Ale co to są za relacje? Ale jeśli zawiedzie się na żywych relacjach wybierze te wirtualne. Nie ma już czasu!”

Oczywiście ten dramatyczny apel nie dotyczy wszystkich rodziców, ale sporej większości, od której będzie zależał kształt przyszłego świata. Czas się kończy i kolejnej szansy już nie będzie. Zgadzam się z tą opinią i postaram się wyjaśnić dlaczego.

Wirtualny świat e-relacji

Prawdziwe, żywe relacje z bliskimi wymagają sporej inwestycji na „wejściu”: czasu, miłości, pełnego zaangażowania, bycia „dla kogoś” nie tylko dla samego siebie. Owocem takiej postawy jest po prostu szczęście, poczucie sensu życia i głębokie, trwałe więzi z ludźmi. Świat wirtualny nie wymaga wysiłku na starcie, zabiera jednak nasz czas, naszą uwagę, zaangażowanie i nie pozostawia wiele przestrzeni dla drugiego człowieka. W zamian oferuje wyjałowienie wewnętrzne, ucieczkę od problemów i trudu, oraz modny dziś „dobrostan” rozumiany jako dostarczenie płytkiej namiastki prawdziwego szczęścia, a na koniec pozostawi dojmującą samotność leczoną długimi, „serdecznymi” rozmowami z AI. E-relacje nie dadzą szczęścia, pozwalają jednak przetrwać nieznośny ból osamotnienia…

Kłopot w tym, że dzieci i młodzież jeszcze nie wiedzą (lub nie wierzą) jaki jest koniec, a nawet nie chcą wiedzieć, że jakiś koniec istnieje. Nie chcą żadnych ograniczeń, źle znoszą wszelki wysiłek, a na co dzień, już na samym starcie, doświadczają trudności i zawodów w prawdziwych relacjach. To normalna i naturalne zjawiska, znane od początku świata, jednak teraz epoka smartfonów dostarczyła im potężnej i kuszącej alternatywy. Tym bardziej potrzebują mądrych, kochających rodziców, którzy ich wychowają, będą wspierać i nauczą pokonywania trudności, budowania trwałych więzi i obrony przed realnymi zagrożeniami jakie niesie wirtualny świat. Niestety w pokoleniu ich rodziców kompetencje do wychowywania i do budowania relacji- spadły poniżej poziomu krytycznego… Znam wiele młodych małżeństw świadomych, na czym polega rola rodziców. Robią świetną robotę dla swoich dzieci- są jednak w mniejszości. Większość nie jest świadoma problemu, który stosunkowo niedawno się pojawił i nie ma jasnych wskazówek jak sobie z nim w praktyce poradzić.

Pokoleniowe „błędne koło”

Dzieci a także nastolatki i młodzi „dorośli” podejmują głupie i destrukcyjne decyzje nie dlatego, że są głupi albo źli, ale dlatego, że są osamotnieni i zdezorientowani, nieprzygotowani do prawdziwego życia i jego wyzywań. Ich rodzice (w zatrważająco dużej liczbie) zostali skutecznie zniechęceni do tradycyjnych, rozsądnych działań wychowawczych, a jednocześnie sami borykają się z potężnymi problemami i rozpadem własnych relacji. Są bezradni. Nie rozumieją ani siebie, ani własnych dzieci, ani świata, który zmienił się tak nagle, że nawet nie wiadomo, o co tu toczy się gra. Ich też często zawodzili rodzice – ci z mojego pokolenia, zapracowani, nieobecni w domu i naiwnie oszołomieni nowym światem i jego „możliwościami”, nieświadomi niebezpieczeństw i zagrożeń. Nie czas na szukanie winnych, bo nie o winnych tu chodzi, ale o szukanie rozwiązań, do czego z kolei potrzebny jest trafny opis sytuacji.

Młodzi rodzice, którzy teraz wychowują własne dzieci, często sami doświadczyli osamotnienia i zostali pozbawieni naturalnych, ludzkich narzędzi i kompetencji do szczęśliwego życia, którymi dysponowały poprzednie pokolenia. Są często przemęczeni i zagubieni, a tu jeszcze stoją przed kolejnym, karkołomnym zadaniem jakim jest zbudowanie więzi z własnymi dziećmi, podczas, gdy wydaje się, że dla pociech towarzystwo rodziców jest znacznie mniej atrakcyjne niż smartfon.

Niełatwo do ludzi w tak trudnej sytuacji apelować o kolejny wielki wysiłek – a jednak jest to dziś konieczne, więc niniejszym to czynię:

Naprawdę to zróbcie! Zobaczcie, że współczesne ideologie powiązane z globalnym biznesem, wyprowadziły was w pole i właśnie domykają system. Są bardzo skuteczne w odbieraniu wam i formatowaniu waszych dzieci tak, że ich nie poznacie. Nie ma już czasu, drugiej szansy nie będzie, a rodzice, którzy zlekceważą ten apel i nie stawią czoła wyzwaniom ciężko chorej współczesności, już za kilkanaście lat będą rozmawiać z wirtualnymi e-wnuczkami w oczekiwaniu na eutanazję.

Czy naprawdę wszystko już było?

Obym była kiepskim prorokiem i obym sama mogła za kilka lat śmiać się z własnych prognoz i apokaliptycznych wizji. Tymczasem jednak przyłączam się do apelu tej pani, bo w rękach rodziców leżą dziś losy przyszłego świata – bardziej niż kiedykolwiek… Nie mówcie mi, że zawsze tak było, że świat się wiele razy rewolucyjnie zmieniał i że młodzi zawsze musieli dostosować się do tych nowych warunków. To była kiedyś może prawda, ale dzisiejszy świat zagraża człowiekowi w samej jego istocie. On niszczy podstawową zdolność do budowania dobrych relacji ze sobą i z innymi, a tym bardziej z Bogiem. Czyni człowieka niezdolnym do osiągnięcia szczęścia i odbiera mu ogromny zakres wolności na etapie, gdy jest całkowicie nieświadomy i niezdolny do obrony. Dziecko samo się przed tym nie obroni, a potem już nie będzie w stanie się wyrwać- potrzebni są więc rodzice. Potrzebne jest nam, dorosłym, powszechne, staroświeckie, niemodne i zakurzone opamiętanie i nawrócenie. Piłka jest nadal „w grze”, wszystko jeszcze zależy od naszych decyzji, działań, modlitwy i determinacji. Jeszcze tak, ale czas się kończy…
Może zbyt mocno brzmią moje dzisiejsze słowa – ale podzielcie się swoją opinią i doświadczeniami. Warto zacząć rozmawiać ze sobą – bo przed nami batalia o kształt polskiej szkoły, o wartościową i bezpieczną edukację naszych dzieci. Wspólnie możemy dużo dobrego zrobić.

Dodaj komentarz