Kontynuacja artykułu „Poniedziałkowy dół”
W artykule "Poniedziałkowy dół" starałam się opisać naturalne mechanizmy, które doprowadzają nas do miejsca z którego nie widać sensu życia ani widoków na przyszłość. Teraz chciałabym pokazać w jaki sposób błędy w naszym myśleniu nakręcają emocjonalne karuzele i jak sobie z takimi sytuacjami możemy poradzić. Ponieważ jednak prawda i błąd, to pojęcia silnie powiązane z wiarą, zacznę od wątków Biblijnych. Warto uzmysłowić sobie, że człowiek jest całością, tak więc ignorowanie całej sfery duchowej człowieka i próby odsunięcia jej na margines codziennego życia, doprowadziły współczesnych ludzi do poważnych problemów emocjonalnych, psychicznych i zdrowotnych.
Nigdy w historii nie mieliśmy tak wysokich standardów życia, długiego okresu pokoju, ochrony zdrowia, ochrony godności i równości ludzi, oraz armii terapeutów, którzy dbają o nasz dobrostan od przedszkola. Nigdy też nie było takiej plagi depresji, chorób psychicznych, samobójstw, zachowań destrukcyjnych i autoagresywnych. Jak długo jeszcze zamierzamy udawać, że skutki, które obserwujemy, nie mają poważnych przyczyn, które tkwią u samych podstaw naszej cywilizacji? Powrót do prawdy o człowieku, prowadzi do afirmacji życia, pogodzenia się ze sobą i z Bogiem oraz budowania trwałych relacji - do czego jesteśmy stworzeni. To jedyna skuteczna droga do szczęścia.
Zauważył to nawet Jonathan Haidt, liberał, ateista i psycholog - uczciwy naukowiec i intelektualista, który dostrzegł duchowy i moralny wymiar człowieka. Chce więc powrotu do duchowości i moralności 1 - tyle tylko, że bez Boga. Ja mam nieco inne zdanie. Skoro współczesne osiągnięcia nauki, po epoce tak poważnych błędów, prowadzą do wniosków łudząco podobnych do treści opisanych w Biblii kilka tysięcy lat temu, oraz tekstów ojców pustyni i świętych z pierwszych wieków naszej ery - to rodzi się pytanie: Skąd ci prości, oskarżani dziś o prymitywizm ludzie posiadali tak głęboką wiedzę o człowieku? Każdy będzie musiał sam odpowiedzieć sobie na takie pytania, ja tymczasem zapraszam do wejścia na prostą, dawno wytyczoną drogę do zdrowego i szczęśliwego życia.
Możesz wierzyć w Boga lub w to, że Boga nie ma - jeśli jednak chociaż w 30% wprowadzisz w życie wymienione w tym artykule metody, oparte i na neurobiologii i na Biblii, to znacząco poprawisz stan swojego zdrowia2 i samopoczucie oraz unikniesz wielu problemów, przynajmniej w życiu doczesnym...
Błędy i kłamstwa
Jak wynika z Biblii istnieje zasadniczy związek pomiędzy prawdą, życiem i wiarą, która przekłada się na nasze wybory: postępowanie i sposób myślenia (drogę). To powiązanie jest tak silne, że odejście od prawdy, albo postępowanie złe moralnie, sprzeciwiające się sumieniu, najczęściej prowadzi do utraty sensu życia i myśli depresyjnych. Już w Starym Testamencie Pan Bóg ostrzega ludzi, że wybór, który siłą rzeczy każdy z nas dokonuje, jest wyborem poważnym i pociąga za sobą dramatyczne skutki:
Biorę dziś przeciwko wam na świadków niebo i ziemię, kładąc przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo, miłując Pana, Boga swego, słuchając Jego głosu, lgnąc do Niego (…) Pwt 30, 19-20
Warto przeanalizować cały fragment z Księgi Powtórzonego Prawa cytat na końcu artykułu „Poniedziałkowy dół”), ponieważ jasno z niego wynika, że sprawa wyboru życia jest jednocześnie wyborem szczęścia, błogosławieństwa i prostej drogi postępowania. Skoro jednak jesteśmy wolni, to możemy wybrać błądzenie, nieszczęście i śmierć. Rodzi się pytanie: Dlaczego właściwie tylko człowiek może takiego wyboru dokonać? Czy szatan3 nie mógłby także dostać podobnej szansy, by wybrać błogosławieństwo i życie? Póki co, nie zanosi się na to, żeby chciał. Powód jest prosty: szatan nie popełnił przypadkowego błędu. On jest wolny i zna Prawdę. Odrzucił ją, ponieważ nie chce przyjąć Prawdy w całości. Na przykład nie chce miłości, jeśli wymaga ona ofiary i służby. Dlatego powiedział Bogu: „Nie będę służył!”. Chciał sobie wybrać, co mu pasuje, a to jest niemożliwe. Szatan znając Prawdę, z premedytacją wprowadził pierwszych ludzi w błąd, aby ich oddzielić od Prawdy, która jest Osobą. Skłonił ich do błądzenia czyli okłamał. Robi to z powodzeniem do dziś. Dlatego Pan Jezus nazywa szatana ojcem kłamstwa.
Szatan rzeczywiście zrodził kłamstwo czyli świadome przedstawienie człowiekowi nieprawdy/ błędu, jako prawdy. Tak więc nasza wina jest znacznie mniejsza, gdyż człowiek samodzielnie nie „wymyślił” błędu. Człowiek tylko przyjął błąd, uwierzył w niego i wprowadził go w życie. Jednak:
- Przyjęcie błędu oznacza wypchnięcie z serca Prawdy.
- Wiara w błąd oznacza odmowę wiary w Prawdę.
- Wprowadzenie ciemności oznacza wyrzucenie światła.
- Wprowadzenie błędu w życie, oznacza rezygnację z Życia i wprowadzenie śmierci.
Dlatego jesteśmy tu, gdzie jesteśmy…
Jaki jest neurobiologiczny mechanizm kuszenia i błądzenia, to materiał na inny, nawiasem mówiąc bardzo ciekawy, artykuł. Dziś ważniejsze jest to, że zostaliśmy odkupieni przez Pana Jezusa i przyjęliśmy Go jako naszą Drogę i Prawdę i Życie – w całości, w sakramentach Chrztu św., Bierzmowania i Eucharystii. Dlaczego więc nadal mamy problemy i czujemy się nieszczęśliwi? Ponieważ pozostały w nas skłonności do mylenia prawdy z błędem. Nasz system emocjonalny bardzo wpływa na ocenę sytuacji, zaburza prawidłowy osąd, a co więcej mamy skłonność do ulegania lękom i czarnym myślom. Ufamy często nie Temu, który nas kocha i ratuje, ale temu, który potwierdza lęki, czające się w naszych sercach. Jesteśmy bardziej otwarci na to, co pochodzi z otaczającego świata, także na pokusy, niż na to, co proponuje nam Bóg. W efekcie nadal błądzimy, myląc własne uczucia, odczucia, emocje, sądy, złudzenia i wyobrażenia – z rzeczywistością.
Emocjonalna karuzela
Współczesny świat zachęca nas do działań spontanicznych i nieustannej analizy naszych uczuć, potrzeb i pragnień. Traktujemy z wielką powagą emocje, natomiast ignorujemy świat realny i prawa jakie nim rządzą! Skupieni na sobie, przyzwyczajamy się do wadliwego sposobu myślenia, który nas odkleja od rzeczywistości i wpędza w poważne problemy. Utożsamiamy na przykład poczucie bezpieczeństwa z bezpieczeństwem. Przykłady:
- Ktoś mając poczucie bezpieczeństwa może wypłynąć w morze na dmuchanym materacu i następnie utonąć.
- Ktoś może czuć się zagrożony i zastraszony, chociaż w istocie – nic mu nie grozi.
- Można czuć się niekochanym, chociaż ktoś nas kocha.
- Można mieć uczucia podobne do miłości, a jednak nie kochać tej osoby tylko siebie.
- Można kochać, a mimo to czasami czuć gniew i złość do kochanej osoby.
- Można nie mieć poczucia sensu działań, które mają obiektywnie głęboki sens.
- Można postępować kompletnie bez sensu, czując, że to jednak jakiś sens posiada.
- Ktoś wartościowy, może czuć się nic nie wart – i na odwrót.
Na domiar złego, różne naturalne mechanizmy pracy mózgu 4 wzmacniają nasze błędne intuicje. Zmieniają sposób, w jaki postrzegamy świat i popychają naszą emocjonalną karuzelę. Na początku karuzela wydaje się przyjemna, ale jeśli kręci się coraz szybciej, to trudno zorientować się, co się dzieje wokół nas. Świat zaczyna wirować, twarze stają się nieostre, nie rozumiemy obrazów, które szybko migają przed oczami, zaczyna się nam kręcić w głowie i może nas zemdlić… Co więcej – jeśli karuzela kręci się zbyt szybko, możemy się przestraszyć. Możemy stracić kontrolę nad własnym życiem, zrobić coś głupiego, niebezpiecznego itp. Wszystko zależy od rodzaju emocji, które zakręciły karuzelą, oraz od indywidualnej odporności, tak więc zawsze znajdziemy entuzjastów karuzeli i wysokich poziomów adrenaliny. Póki przeważają emocje przyjemne – zachwalają oni walory kolorowego życia w lunaparku, jednak prawda jest mniej kolorowa. Żadna zabawa i żadna rozrywka nie trwa wiecznie, a lunapark nie jest miejscem do życia. Na przykład:
- Walenty z Poznania (lat 50) oraz Klementyna z Pragi (lat 38) są singlami. Szukają w życiu przyjemności, spełnienia, dreszczyku emocji. Wierzą, że trzeba spełniać marzenia, żyć chwilą i poznawać coraz to nowych ludzi. Więzi wydają im się być więzami, małżeństwo ograniczeniem lub zagrożeniem, dzieci problemem ponad siły, obowiązki rodzinne krzywdą i więzieniem, a praca nudą. Jednak te osoby, nie myślą jasno i nie rozumieją świata ani samych siebie. Są w ich życiu dni pełne ekscytujących wydarzeń, ale coraz częściej doświadczają samotności, bezradności i pustki życia bezowocnego.
- Bernadetta jest osobą, która doświadczyła w przeszłości krzywdy i porażki. Z tego powodu straciła pewność siebie, zaufanie do siebie i do ludzi, a nawet do Boga. Patrząc przez pryzmat lęków i obaw, zazwyczaj dostrzega w oczach innych ludzi zagrożenie. Postrzega siebie jako „starą pannę”, bez sukcesów w życiu zawodowym (pracuje w telemarketingu). Spodziewa się ocen, krytyki, nieżyczliwości, podstępu albo lekceważenia. Drobne gesty, słowa, spojrzenia – niemal zawsze uznaje za potwierdzenie tych obaw. Wywołuje to natychmiast lawinę emocji, poczucie krzywdy, koleje zranienia i bolesne konflikty z ludźmi. Broniąc siebie często atakuje innych, obraża, oskarża i krytykuje. Jej relacje z bliskimi bardzo na tym ucierpiały. Poczucie skrzywdzenia daje jej złudne przekonanie o prawie do gniewu i odwetu, generuje więc kolejne problemy i jeszcze bardziej podnosi poziom emocji, na zasadzie błędnego koła.
- Ludwik jest żonaty od 19 lat, ma dwoje dzieci i absorbującą, dobrze płatną pracę. Uważa, że ma prawo do wypoczynku i hobby, jakim jest żeglarstwo. Oczekuje od żony miłości i zrozumienia, tymczasem żona zaniedbuje dom i dzieci, jest niezadowolona i ma pretensje o brak zaangażowania męża w sprawy domowe. Jej zimne i nerwowe zachowanie Ludwik interpretuje jako brak miłości i zaczyna podejrzewać zdradę. Im baczniej obserwuje żonę, tym więcej widzi argumentów przeciwko niej i potwierdzeń, że z kimś się potajemnie spotyka. Żona oczywiście zaprzecza. Od 4 lat ich życie toczy się od kłótni do kłótni, a nieliczne miłe chwile spędzone razem szybko mijają, pozostawiając rozczarowanie. Ludwik nie jest w stanie dostrzec, że jest współodpowiedzialny za problemy małżeńskie i że dotychczasowe metody działania ani trochę nie pomogły w rozwiązaniu rzeczywistych problemów.
Żeby nauczyć się żyć, zrobić w życiu coś sensownego i osiągnąć szczęście – trzeba zejść z emocjonalnej karuzeli i odczekać chwilę, bo przez pewien czas będzie nas mdlić, świat nadal będzie niewyraźny, a nogi mogą odmówić posłuszeństwa. W takim stanie możemy potrzebować pomocy życzliwej osoby, nim dojdziemy do siebie… Przyda się przyjaciółka, brat, czy kierownik duchowy, który spojrzy na nasze problemy obiektywnie, z dystansu. Jeśli chcemy (lub musimy) radzić sobie sami – trzeba być bardzo ostrożnym, co do własnej oceny sytuacji, gdyż możemy szybko wpaść w pobliski emocjonalny dołek. Jednak nawet wtedy mamy powody do radości – wprawdzie tkwimy w dołku, ale udało się zejść z karuzeli. To pierwszy krok do wyzwolenia z kłamstw i błędów.
Co jednak z tymi, którzy nadal się kręcą? Jakie decyzje życiowe można podejmować na emocjonalnej karuzeli – bez względu na to czy jeszcze dobrze się bawimy, czy też nas już zemdliło? Na końcu dnia i tak wszyscy zapłacą wysoki rachunek za nieprzemyślane decyzje.
Kiedyś, w zamierzchłych czasach, szybkie, intuicyjne działanie było dla nas korzystne. Lepiej coś źle ocenić, przestraszyć się byle czego i natychmiast uciec zachowując życie, niż przeprowadzać spokojną analizę sytuacji, podczas gdy zbliża się do nas rozjuszony niedźwiedź. Analizowanie można było odłożyć na długie, nudne wieczory przy ognisku, a nie na chwile zagrożenia życia.
Tylko, że dziś rzadko spotykamy na ulicy rozjuszone niedźwiedzie, natomiast nasze lęki i stresy, silne emocje, czarne myśli i życiowe porażki – uruchamiają cały złożony system hormonów i neuroprzekaźników, który trzyma nas w ciągłym napięciu. Ponadto nasz tryb życia odbiega od zwyczajów naszych przodków – mamy dużo mniej ruchu, słońca, tlenu, snu i bliskich relacji z ludźmi na żywo, a dużo więcej siedzenia, ekranów i nienaturalnych bodźców.
Organizm jest w stanie nieustannej gotowości do ucieczki albo walki – co jednocześnie nas męczy, rujnuje nam zdrowie i wpędza w stany depresyjne. Nasz mózg nie ma możliwości ocenić, czy pretensje mojej kuzynki, albo SMS od szefowej w pracy, stanowią zagrożenie porównywalne z atakiem stada głodnych wilków. Z tego powodu jesteśmy nieustannie pobudzeni emocjonalnie, co dodatkowo utrudnia nam analizowanie sytuacji i naraża na błędy poznawcze. Nie myślimy jasno i odklejamy się od rzeczywistości.
Emocjonalne dołki
Nasza skłonność do popełniania błędów poznawczych oraz do formułowania pospiesznych, intuicyjnych sądów – stanowi oczywiście znakomite pole do działania dla szatana, który jest mistrzem zastawiania na nas pułapek. To on kopie dołki, w które nieustannie wpadamy. Może pompować nasze pragnienia, wyobrażenia i marzenia aby skłonić nas do ryzykownych zachowań, których w normalnych okolicznościach nigdy byśmy nie podjęli. Może też podsuwać nam całą paletę czarnych, osądzających myśli, które budują w naszej wyobraźni fałszywy obraz siebie, świata i Boga. Jakie to myśli? Na przykład:
- Karolina, kobieta niezamężna myśli: Nikt mnie nie wybrał, więc nie jestem tyle samo warta, co inne kobiety. Nie mam powołania. Moje życie jest nieudane. Wszyscy myślą, że ze mną jest coś nie tak. Jestem w pułapce bez wyjścia. Mam się tak męczyć już do końca życia? Dlaczego Bóg mi nie pomaga?
- Bożena, mężatka, która ma akurat problemy małżeńskie i rodzinne myśli: Wybrałam niewłaściwego faceta. On mnie nie kocha, on mnie nie szanuje. Na pewno mnie zdradza. Nie poradzę sobie bez niego. Jestem w pułapce bez wyjścia. Mam się tak męczyć już do końca życia? Dlaczego Bóg mi nie pomaga?
- Ksiądz Mateusz, wikary w niewielkiej parafii, myśli: Trzeba było się ożenić, zamiast iść do seminarium. Miałbym normalne życie, kogoś kochającego przy sobie. Teraz ludzie kapłanów nie szanują, obrażają, oskarżają, są niewdzięczni, a ja dla nich wszystko zostawiłem. To wszystko nie ma sensu. Nie tak sobie wyobrażałem kapłaństwo. Jestem w pułapce bez wyjścia. Mam się tak męczyć już do końca życia? Dlaczego Bóg mi nie pomaga?
Jak widać, chociaż sytuacje wyjściowe poszczególnych osób są całkowicie inne, to jednak końcowe wnioski są zadziwiająco zbieżne i prowadzą w tym samym kierunku. To nie jest przypadkowa zbieżność. W ten właśnie sposób diabeł, podsuwając nam myśli pełne kłamstw, oddziela nas od Boga, który jest samą Prawdą. O ten efekt mu chodzi. Diabolos – oznacza tego, który tworzy podziały. Teoretycznie wiemy o tym, a jednak żyjemy nieprzytomnie, łykając każde jego kłamstwo jak pelikany. Nasz umysł tworzy z tych kłamstw czyli błędów- wielopiętrowe czarne scenariusze i jeśli nie podejmiemy walki wewnętrznej, całe nasze postrzeganie siebie i rzeczywistości, zostanie dostosowane do tych scenariuszy. Wtedy cały świat będzie w naszym mniemaniu nieustannie potwierdzał nasze lęki, podejrzenia, obawy i kompleksy.
Nasze oczy będą wytresowane w tropieniu tego, co sprawia nam ból, albo zawód, albo nas oburza. Będziemy tylko to dostrzegać, o tym rozmyślać, rozmawiać, emocjonować się, narzekać i złościć. Nie zauważymy jednak tego, co może przynieść nam nadzieję, ulgę, albo wzbudzić wątpliwości co do trafności naszych ocen i osądów. Nie zauważymy życzliwych ludzi obok, nie potraktujemy poważnie miłych słów, zdusimy w sobie wszelki jasny promyk pozytywnych natchnień od Boga.
Jeśli widzę siebie w czarnych barwach, to z pewnością wkrótce zacznę odczuwać niechęć do innych ludzi i zauważać ich paskudne wady, niesprawiedliwie odnoszone sukcesy, złe intencje i skandaliczne zachowania. Na koniec muszę też stracić ochotę na życzliwe gesty i wiarę w to że Bóg jest dobry i sprawiedliwy. Oto opis poniedziałkowego doła w wersji skrajnej. Każda próba wyrwania się i przeżycia czegoś pozytywnego skończy się w tym samym miejscu, ze smutną refleksją, że nie ma dla nas nadziei na nic lepszego, a życie nie ma sensu.
Człowiek w takiej sytuacji narażony jest albo na autoagresję, albo na autodestrukcję. Ostatecznie wszystko zmierza ku unicestwieniu, ku śmierci – duchowej, emocjonalnej, a nawet fizycznej. Nie ma sensu życia tam, gdzie nie ma Życia.
Prawda nas wyzwoli…
Z sieci kłamstw wyzwolić nas może tylko Prawda, więc jedyna Droga do wyzwolenia wiedzie przez odrzucenie po kolei wszystkich kłamstw i błędów. Pamiętajmy jednak, że błędy mają pewną paskudną właściwość: są samoprzylepne. Jak się raz dobrze przylepią, to same nie odpadną. Nawet jeśli widzisz błąd, to i tak nie zawsze możesz się go pozbyć. Jeszcze trudniej jest zauważyć, że cały nasz sposób myślenia obarczony jest błędem.
A jednak możemy świadomie i aktywnie wyzwolić się z kłamstw, które nas niszczą, ponieważ prawda obiektywna istnieje i istnieje Prawda, która jest Osobą. Możemy nauczyć się rozpoznawać stare i nowe błędy, w które pakujemy się w emocjach. Możemy za każdym razem przełamać niechęć do wysiłku i przeprowadzić rzeczową analizę, wykorzystując system kontrolny, w który wyposażony jest nasz umysł. Na spokojnie, dystansując się od własnych emocji postarać się dotrzeć do prawdy obiektywnej, odrzucając myśli błędne, pozbawione logiki, zanim się do nas przylepią. Ponadto jest jeszcze wiara Bogu – w Jego słowa i wskazówki – oraz umiejętność współpracy z Jego łaską. To wszystko nie jest łatwe, ale jest możliwe. Istnieją na to sensowne sposoby. Jak się do tej pracy zabrać, opowiem w kolejnym artykule.
Najpierw jednak trzeba spełnić warunek, który jest konieczny, chociaż nie jest wystarczający.
Chodzi o ty, by pomóc sobie i obniżyć emocjonalne napięcie w jakim żyjemy na co dzień. Niestety nasz system kontrolny wymaga wyciszenia silnych emocji, ale też, to dobra wiadomość, sam w tym wyciszeniu pomaga.
Jak zejść z emocjonalnej karuzeli
Pierwszą sprawą jest odzyskanie równowagi emocjonalnej. Można obniżyć napięcie, stosując proste, naturalne sposoby zwiększania poziomu neuroprzekaźników w mózgu, rozluźniania nerwu błędnego i umożliwienia własnemu organizmowi odpoczynku i regeneracji. Niemal wszystkie te działania były powszechnie stosowane przez naszych przodków i były związane z dużo zdrowszym trybem życia. My niestety nawykowo i systematycznie robimy sobie krzywdę. Niweczymy własne systemy regulacji nastroju i poziomu napięcia, doprowadzając do wielu chorób. Co więcej, nasze szkodliwe nawyki działają jednocześnie na wielu płaszczyznach – tak więc trzeba przeciwdziałać złym skutkom także na wielu płaszczyznach.
Poniżej zamieszczę obszerną listę sposobów na poprawienie swojego nastroju, pracy mózgu i pracy całego organizmu. Nie ma tu miejsca na dokładne wytłumaczenie, jak na poziomie biologicznym i neurobiologicznym, a także duchowym – działają poszczególne czynności. Zdaję sobie sprawę, że niektóre sposoby mogą wydawać się dziwne, absurdalne, albo trudne, wręcz niemożliwe do wykonania. Zaręczam jednak, że nie zostały tu umieszczone przypadkowo. Mają dobroczynne skutki na nasze ciało, psychikę i duszę. Jest ich dużo, więc każdy może znaleźć i zaznaczyć takie, które są łatwe, lub wymagają tylko odrobiny samozaparcia. Od nich proponuję zacząć. Już 30 % z tej listy potrafi zauważalnie poprawić nasze funkcjonowanie. Każda poprawa nastroju i zmniejszenie napięcia, ułatwi podjęcie kolejnych zadań, które okażą się wtedy możliwe do realizacji. Nie chodzi mi o jakieś doraźne działanie, ale o powolny, systematyczny i skuteczny powrót do naturalnej równowagi emocjonalnej i fizycznej. O wytworzenie zdrowych nawyków, które postawią nas na nogi i odblokują naprawdę imponujące możliwości naszego umysłu. Największą przeszkodą jest naturalna niechęć i duży opór, który odczuwamy do takich działań właśnie wtedy, gdy są one nam najbardziej potrzebne.
W przypadku silnych emocji wywołanych przez konkretne sytuacje życiowe proponuję:
- Świadomie dać sobie trochę czasu na złapanie równowagi i wrócić na spokojniej do trudnych tematów, za kilka dni.
- Wypłakać się, wygadać przed zaufaną osobą. To taki wentyl bezpieczeństwa, rodzaj chłodzenia przegrzanego emocjami mózgu…
Emocje przepływają przez nas jak fala. Nie ma sensu ani możliwości z nimi walczyć. Lepiej pozwolić im przepłynąć, wykorzystać ich energię do innych celów, oraz nie pozwalać by wpłynęły na nasze postępowanie. Podobnie jak surfer, albo żeglarz gdy uderzy w łódkę gwałtowny szkwał: luzuje nieco żagle (żeby łódka się nie przewróciła), ale mocno trzyma ster (aby wiatr nie obracał łódką, bo wtedy straciłby nad nią kontrolę). Oczywiście nie chodzi o to, że kilka dni zwłoki zmieni trudną sytuację i rozwiąże konkretne problemy. Celem jest zmniejszenie napięcia, a w międzyczasie można pomóc sobie pracując nad dobrymi nawykami, aby uruchomić system kontrolny i rozpocząć rozwiązywanie problemów.
Metody poprawiające pracę mózgu lub/ i obniżające napięcie emocjonalne:
- Rozpocząć pisanie pamiętnika. Opisywać różne trudne, ważne i radosne sprawy, sytuacje, i towarzyszące im refleksje.
- Rysować, malować, kolorować, haftować lub wykonywać jakieś robótki ręczne.
- Często (kilka razy dziennie) słuchać ulubionej muzyki, śpiewać na głos.
- Zadbać o sen wysokiej jakości.
- Zadbać o odpoczynek.
- Unikać dużej ilości bodźców – na przykład hałasu, tłumu, nadzwyczajnych „atrakcji” itp. Nauczyć się doceniać spokój, nudę, ciszę, chwile samotności i prywatności.
- Czytać wartościowe książki.
- Często wzdychać, ziewać i przeciągać się. W łazience śpiewać, albo chociaż mruczeć pod nosem piosenki.
- Masaż. Dawniej lekarze zalecali używanie szorstkiego ręcznika i regularne masowanie nim skóry po myciu, nacierania, chodzenie boso po trawie, hartowanie się przez krótki, zimny prysznic lub wyjście na chłodne powietrze. Można też szczotkować włosy, skórę głowy i całe ciało miękką szczotką. Bardzo polecam takie proste, bezkosztowe, a zapomniane metody – działają znakomicie na wielu płaszczyznach. Warto też nauczyć ich dzieci.
Metody regulacji neuroprzekaźników
- Zadbać o ruch na świeżym powietrzu, szczególnie rano i na słońcu, oraz wszelki ruch i wysiłek: spacery, sport, taniec, praca w ogrodzie, pływanie, sprzątanie itp.
- Uśmiechać się do ludzi, do zwierząt, kwiatków i do siebie, także w lustrze. Nie ma znaczenia, czy robisz to szczerze, czy sztucznie. Ważne by było to CZĘSTO! Jeśli masz z tym problem – wkładaj do ust ołówek ustawiony w poprzek, to proste ćwiczenie, podobnie jak uśmiech, podnosi poziom serotoniny.
- Powiedzieć coś miłego, życzliwego – każdej napotkanej osobie, nawet jeśli masz poważne problemy ze sobą. Jeśli nic miłego nie przychodzi do głowy – nawet można coś neutralnego np. o pogodzie. Można też wysłać miły SMS, zostawić miły komentarz lub serduszko na portalu społecznościowym.
- Zadbać o dobre, pełnowartościowe jedzenie. Witaminy ADEK, B12, C, magnez, mikroelementy, zdrowe tłuszcze.
- Zająć się ulubionymi czynnościami, hobby, wybrać się w ulubione miejsce itp. Jeśli masz ograniczone możliwości, poszukaj czynności, które sprawią ci przyjemność w najbliższym otoczeniu.
- Spotykać się z bliskimi, rozmawiać, nawet (szczególnie wtedy) jeśli nie mamy na to ochoty. Nasz mózg jest społeczny i „nagradza nas” za interakcje.
- Zaplanować i wykonać do końca kilka drobnych ale pożytecznych czynności (codziennie).
- Wdrożyć zakaz narzekania, krytykowania, koncentrowania się na czarnych scenariuszach i emocjach – nie należy się na nich skupiać, zatrzymywać w pamięci i innym przekazywać. Nie zostawiać negatywnych komentarzy w Internecie, nie wdawać się w słowne burze, nie przeglądać kontrowersyjnych stron i postów. Do dyskutowania i konstruktywnej krytyki można powrócić po uporaniu się z emocjami.
- Unikać internetu i ekranów (szczególnie niebieskich), nie korzystać z nich 1,5 godz przed snem i tyle samo po obudzeniu. Dobrze jest odciąć się od internetu na pewien czas.
- Unikać wszelkich czynności, pozostawiających w nas uczucie niedosytu – uczyć się postu od tego typu czynności np. jedzenia chipsów, słodyczy, przeglądania rolek, przeglądania profili znajomych, wiadomości itp.
- Docelowo – unikać szybkich nagród (np. słodyczy, czy zakupów), ale odroczone nagrody i planowanie przyjemnych wydarzeń to bardzo dobre pomysły.
- Planować różne prace. Dzielić poważniejsze zadania na etapy i zaznaczać zakończenie każdego etapu.
- Pomagać innym, robić coś dobrego, pożytecznego. Zauważać potrzeby innych, zaangażować się w jakąś akcję pomocową lub modlitewną. Chociaż intuicyjnie uważamy, że w emocjonalnym dołku nie ma przestrzeni na myślenie o innych – to w rzeczywistości właśnie pomaganie innym skutecznie pomaga wydostać się z dołka. Nie chodzi jednak o aktywizm, którym przykrywamy własne problemy, ale o dobre przygotowanie do ich rozwiązywania.
Metody zadbania o stan duchowy, zmianę myślenia, zmniejszenie stresu i uwolnienie od napięć:
- Dzień rozpoczynać modlitwą, choćby krótką, ale codziennie.
- Ustalić plan regularnej modlitwy w konkretnej intencji, prosząc także bliskich o wsparcie.
- Modlić się na głos: czytać psalmy, recytować modlitwy, śpiewać ulubione pieśni. Warto odmawiać Liturgię Godzin (jutrznię, nieszpory, kompletę), różaniec, koronkę. Można umówić się z kimś bliskim na wspólną modlitwę, wybrać się do parafii, skorzystać ze wspólnej modlitwy w grupach internetowych, albo we własnym pokoju.
- Nie zapominać o wdzięczności. Zrobić dokładną listę rzeczy i spraw – za które jesteśmy wdzięczni Panu Bogu oraz bliskim osobom. Każdą modlitwę rozpoczynać od dziękczynienia. Można póżniej przed Bogiem otworzyć serce, wyżalić się, zadawać pytania, prosić o światło Ducha świętego. Nie skupiać się jednak na konkretnych prośbach (na etapie łagodzenia silnych emocji).
- Zadbać o sakramenty: spowiedź i Komunia św.
- Czytać Biblię – choćby po małym kawałeczku. Zacząć od Ewangelii, Psalmów, Listów apostolskich. Można skorzystać z czytań mszalnych z każdego dnia.
- Prowadzić dziennik duchowy. Notować fragmenty Biblii, które poruszając serce, są antidotum na dręczące nas myśli lub pokusy.
- Przebaczyć, nie osądzać – zostawiać osąd Bogu. Nie próbować odgadnąć czyichś myśli i intencji.
- Modlić się za innych – nawet króciutko.
Warto te metody zacząć wprowadzać w życie od dziś – na ile tylko jest to możliwe. Najlepiej zacząć od najprostszych i to natychmiast! 🙂 Teraz ziewnij, westchnij głęboko trzy razy, przeciągnij się i uśmiechnij się do siebie! Nawet jeśli będzie to uśmiech nieszczery i krzywy – podniesie twój poziom serotoniny! Następnie zanotuj te metody, które są łatwe i możesz szybko zacząć je stosować.
O naszym naturalnym „systemie kontroli”, który pomoże nam zauważyć i wyeliminować błędy i kłamstwa, w jakie uwierzyliśmy oraz o tym jak z niego korzystać, napiszę za kilka dni.
Do poczytania dla dociekliwych i ciekawych:
– Warto przeczytać i przeanalizować listę błędnych myśli w terapii poznawczo-behawioralnej w: Jonathan Haidt, Greg Lukianoff „Rozpieszczony umysł”
– Metoda rozeznawania w: „Reguła życia” Ryszard Kołodziej”
– Różne drogi powołania i sens stanu wolnego w : „O samotności inaczej”, Katarzyna Dziurdzik
Do posłuchania:
Polecam konferencje dominikanina, który łączy duchowość św. Dominika ze znajomością ojców pustyni, Jana Kasjana i Reguły św. Benedykta. O. Pałys OP trafia w punkt! Pierwsza konferencja poświęcona jest dobrym i złym myślom, a następna pokorze.
PRZYPISY:
- Jonathan Haidt „Hipotezy szczęścia” ↩︎
- Nie dotyczy to zdiagnozowanej depresji, chorób psychicznych i fizycznych, które wymagają leczenia. Metody, które proponuję mogą także znacząco poprawić stan osób chorych, jednak powinny być zawsze konsultowane z lekarzem i nie zastąpią odpowiedniej terapii ani koniecznych leków . ↩︎
- Szatan, diabeł – osobowe zło, o którym poucza Biblia. Wiem, że koncepcja zła jako osoby nie ma dobrej prasy, więc lepsze wrażenie zrobiłabym na wielu czytelnikach posługując się takimi pojęciami jak „czakry”, „nirwana” czy „mantry”, jednak jako wierząca katoliczka, ze sporym doświadczeniem duchowym, mam mocne powody aby wierzyć w istnienie osobowego zła i nie podążać w kierunku filozofii Wschodu. ↩︎
- Polecam znakomitą książkę laureata Nagrody Nobla: „Pułapki myślenia” Daniel Kahneman ↩︎